Oto zawody, których miało nie być, gdyż ich nie planowałem. Niemniej, po miesiącu bezruchu, lenistwa i kołtuństwa pomyślałem sobie: hmmm, a może byś tak łaskawie wreszcie ruszył dupę? No cóź, na takie dictum nie umiałem odpowiedzieć “spadaj”. Zatem ruszyłem…

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie je stosować, robicie to na własną odpowiedzialność]

Bieg na PKiN – 60 rocznica otwarcia PAJACA

Zwłaszcza, że był impuls: na zawody trafiłem dzięki Rudej, która podrzuciła mi informację o nich z info, że sama startuje. Niby mogłem odrzucić zaproszenie i nadal gnuśnieć, ale okazja wystartowania z rzeźnikową partnerką była zbyt kusząca, by się jej długo opierać (chociaż ostatecznie Dori dała ciała i nie zjawiła się na starcie). Opłaciłem co trzeba i w sobotę rano zjawiłem się na miejscu startu (klnąc w milczeniu na 30C w cieniu). Obejrzałem start…

… i zająłem się indywidualną wizualizacją biegu na szczyt Pałacu Kultury i Nauki

Bieg na szczyt PKiN - medytacja

Bieg na szczyt PKiN – medytacja

Po pierwsze było gorąco. Bardzo gorąco. Rozgrzane powietrze, rozpalona gleba, nic dziwnego, że chodząc boso wybierałem białe fragmenty ulicy, albo miejsca w cieniu, bo nasłoneczniona nawierzchnia mocno paliła w stopy.

pajac2

Po drugie wodę dawali z beczkowozu. Dużo wody z dużego beczkowozu. Ciekawe rozwiązanie mające na celu przekonanie mieszkańców Warszawy, że “kranówa” nie zabija. Przyznaję się. Wypiłem kilka kubków i jeszcze żyję, więc chyba mieli rację…

pajac_beczka

Po trzecie na mecie było całkiem wysoko (czas 5:02 / 99 OPEN). A same zawody, jak to zawody po schodach. Standard: za szybki początek, kryzys powyżej 10-tego piętra i zaskoczenie, że już koniec, kiedy człowiek właśnie zaczynał się rozkręcać. Wychodzi na to, że potrzebuję budynków o 50-ciu kondygnacjach.

100_pajac1

Po czwarte tak wyglądałem na finiszu: Wkurzony gość pytający “no, gdzie dalej?!!”:

Znaczy się bieg na PKiN biegiem na PKiN, ale zdecydowanie za dużo sił na mecie zostało. Zła strategia.

Się dalej nie rozpisuję, bo to był raczej szybki trening, a nie zawody. Zaś wnioski z niego mam dwa.

  1. Miesiąc lekceważenia treningów robi swoje. Wstyd
  2. Kara mniejsza niż się spodziewałem. Ufff

No i gratulacje dla Mariusza, który przegonił mnie o 30 sekund i 60 pozycji w drabince wyników…

Czas wrócić do walki!


 

Tutaj więcej o samej imprezie

Zdjęcie otwierające z archiwów Festiwalu Biegowego