Przez biegowy światek płynie fala oburzenia, że – gwałtu rety co się dzieje – coraz więcej chamstwa na ulicach i jak to, oraz kiedy to, doszło do tego, że tyle bydła startuje w zawodach. Cóż moi mili, sami do tego doprowadziliście. Zatem może już dość bezmyślnego powtarzania sloganu, że bieganie jest dla każdego?

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie je stosować, robicie to na własną odpowiedzialność]

Bieganie jest dla każdego …

Biegać każdy może, czasem trochę lepiej, czasem trochę gorzej. Wystarczy odrobiona wolnego czasu i para butów (opcjonalnie) na stopach by zostać biegaczem. Ta mantra od kilku lat jest powtarzana niczym przepis na sukces, szczęście i zdrowie tak za życia, jak po śmierci.

Firmy sportowe przekonują nas ze wszystkich sił ichnich działów marketingu, jak to nasze życie się zmieni, kiedy kupimy najnowsze buty i wyjdziemy na ulice (ta cudowna moc endorfin!).

Portale i magazyny biegowe prześcigają się w coraz ciekawszych planach treningowych pdt.

Jak w ciągu roku stać się mistrzem podwórka w maratonie (oraz obiektem westchnień sąsiadek i sąsiadów)

Organizatorzy zawodów kuszą coraz wypasionymi pakietami startowymi i maratonami na 10K (kto by tam w rodzinie sprawdzał, ile faktycznie było kilometrów,no nie?).

…zaś blogerzy robią co mogą by stać się i sprzedawcami produktów, i ambasadorami zawodów, i guru samej idei masowego biegania.

Kupuj!

Biegaj!

Startuj!

Jeszcze więcej biegaj!

Jeszcze więcej kupuj!

I jeszcze więcej startuj!

A, no i nie zapomnij pochwalić się fotkami na FB, zwłaszcza tymi, gdzie jesteś zwycięzcą!

Efekt? Efekt jest taki, że ludzie faktycznie uwierzyli, że bieganie jest dla każdego. I dla nich też. Niezależnie od wieku i kondycji można zacząć biegać, a jak się już biega…no to nie po to by szurać wokół bloku, przecież w gazecie było napisane, że nic nie daje takiej sławy i radości, jak finisz we łzach i skurczach.

… zatem czas zebrać ekipę i ruszać na zawody! Tak, jak Zenek w zeszłym tygodniu!

Bieganie jest dla każdego, zawody biegowe nie!

No i ruszają. Lezą, pełzą, truchtają, pędzą. Ci którzy potrafią, ci którym się wydaje, że potrafią i – niestety – coraz częściej, ci którzy idą bo Gienek i Zocha też pobiegli i mają takie fajne medale teraz. Lezą, plują, szczają wokół miejsc startowych. Blokują trasę, rzucają bluzgami, rzucają żelami i biegną – albo przynajmniej tak im się wydaje.

I to jest poniekąd nasza zasługa – nas wszystkich, którzy jesteśmy zaangażowani w propagowanie biegania i bezrefleksyjnie jaramy się coraz wyższą liczebnością na dużych imprezach.

Więcej = lepiej? Brednia. Więcej = więcej (kasy). I tyle.

Zaś, im więcej, tym większa szansa na to, że na starcie zjawią się osoby, które do niego jeszcze nie dojrzały. I to jest patologia.

Start w zawodach to przywilej, a nie prawo

Zawody są ukoronowaniem przygotowań. Uwieńczeniem cyklu treningowego. Manifestacją próby spełnienia marzeń o przekroczeniu granic samych siebie i momentem prawdy podczas biegowego święta. I dlatego zasługują na celebrę i na to, by tygodnie przygotowań nie padły ofiarą pajaca, któremu się zdaje, że jak zapłacił, to mu wszystko wolno i jest królem między krawężnikami.

Chcesz biec z tymi, co trenowali dla tego konkretnego startu ponad pół roku? Pokaż, że masz dość doświadczenia, że jest chociaż minimalna szansa na to, że nie jesteś świeżo zerwanym z pola burakiem-cebulakiem, Januszem naszych ulic.

system awansów w biegach ulicznych

Chcesz wystartować w zawodach na 10K? Proszę bardzo, tylko przedstaw info o czterech zawodach na 5K, które ukończyłeś w ciągu ostatniego roku.

Marzy Ci się półmaraton? Super! Przedstaw udokumentowane starty w trzech dychach w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy

Maraton to ukoronowanie Twoich biegowych ambicji? Z pewnością! Jeżeli tylko masz już ukończone przynajmniej dwie połówki…

Bieganie jest dla każdego... zawody biegowe nie!

Bieganie jest dla każdego… zawody nie!

Taki system nie wymaga akredytacji, certyfikacji i nie wiadomo jak wyszukanych zabiegów po stronie zawodników oraz organizatorów. Ani nie chodzi tutaj o życiówki, ani o te konkretne wartości przeliczeń. Chodzi o prostą zasadę: chociaż bieganie jest dla każdego, to na zawody trzeba sobie zasłużyć.

Skończyłaś / Skończyłeś wymaganą liczbę atestowanych biegów na krótszym dystansie? Są Twoje wyniki dostępne online? To świetnie! Możesz startować u nas!

Tak się składa, że to rozwiązanie działa w biegach ultra – aby wystartować w czymś trudnym, trzeba najpierw skończyć bieg łatwiejszy. I (tu piję do Was, moim szanowni malkontenci) nie słyszałem, by ktokolwiek się burzył i by się nie sprawdzało. Tam oczywistą oczywistością jest, że na start (czy chociaż przywilej bycia dopuszczonym do losowania numerów startowych) trzeba sobie zapracować. Czy to redukuje poziom zaburaczenia tras do zera? No niestety nie (patrz: zostawiany syf na trasach), niemniej jest dużo lepiej niż na asfalcie. Nieporównywalnie lepiej.

Wystarczy odrobiona pracy ze strony tych drugich, by na pierwszych wymusić trochę otrzaskania się z tematem zanim zabiorą się za przypinanie numerów startowych. Jak jeden z drugim przez rok będzie zbierał punkty do półmaratonu to może ogarnie co to są strefy startowe i dlaczego wypada nie pluć na trasę bez sprawdzenia, czy ktoś zaraz nie będzie wyprzedzał? Może…


Dzisiaj na wychowawcze apele już za późno. Cóż z tego, że poruszony tym co zobaczył, Bartek Olszewski po raz kolejny powtarza na czym polega biegowy kodeks. Jego i tak czytają ci, którzy przynajmniej w zarysie wiedzą o co chodzi w temacie. Ciemne masy na blogi nie zaglądają. Im wystarczy kufel piwa przed startem, a na trasie ryj zioma po lewej i morda ziomy po prawej.

Trzeba się ogarnąć rodacy. Ogarnąć się nawet kosztem tego, że organizatorzy nie będą się mogli kolejny rok z rzędu chwalić rekordową frekwencją.

Choć bieganie jest dla każdego, to na start w zawodach należy sobie zapracować. Bydło niech zostanie w Pampelunie.

Bieganie jest dla każdego. Zawody nie

Bieganie jest dla każdego. Zawody nie

Zobacz też: Biegasz dzięki FB!

Zawody to święto sportu, a nie spęd rogacizny.

 


ps.1 A wiecie, że w takiej Gdyni za start w szybszej niż deklarowana strefie startowej jest 5 minut kary? Da się? Da się. Wystarczy chcieć.

ps.2 Życie przyniosło mocną puentę do mojego wpisu. Zaczynam zastanawiać się czy lepszym pomysłem niż tu opisywany nie byłaby dyskwalifikacja tych, którzy przekraczają linię startu szybciej niż zające na zadeklarowany przez nich czas…