Krzaktrail to sposób, by sprawdzić na ile jest się w formie, na ile głowa trzyma i nogi podają. Krzaktrail jest wyjątkowy i niepowtarzalny. I mój, mój własny!

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie je stosować, robicie to na własną odpowiedzialność]

Zaczęło się tak, jak co roku. Nastał moment prawdy. Spakowałem zimowe biegowe ciuchy do magazynu, wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na swoje – nieco zbyt szerokie – odbicie w lustrze, po czym powiedziałem do siebie:

Ty, Abramczuk – grubasie (niedźwiedziu) i leniu jeden. Czas się ruszyć. Czas na test!

I. Zasada Krzaktrail – nie mówisz o Krzaktrail

Dokładnie tak. Krzaktrail jest wyjątkowym testem ciała i ducha, i z tego powodu nie może być powszechnie nagłaśniany. Trasę znają tylko wybrani. Jeżeli ktoś trafia na start i zaczyna się wypytywać o mapkę czy punkty regeneracyjne, to trafił na złe miejsce. Regeneracja? Wskazówki? Zapomnijcie! Tu się jest skazanym na samego siebie. This is Sparta!

Niemniej, jako stały bywalec trasy – niemalże weteran – byłem w 95.239% (oczywiście błędnie) pewnym, że wiem co mnie czeka. Ruszyłem i rychło odkryłem, że trasa się zmieniła. A przecież powinno to być oczywiste, gdyż:

II. Zasada Krzaktrail – będą niespodzianki

Twoje deklaracje sprzed startu zdadzą się psu na budę. Niezależnie od pogody, kondycji i zamiarów, zawsze skończysz później. Krzaktrail coś takiego ma w sobie, że wciąga, zwalnia i nie odpuszcza. Mogą to być stada dzików, mogą nieco agresywni zawiani autochtoni, co akurat rozpalili ognisko na środku szlaku, a czasami po prostu bagienko, którego ostatnio się w tym miejscu nie uświadczyło.

Tak było i tym razem. Owszem, na pierwszym odcinku trasa się nieco ucywilizowała – łatwiej było niż rok wcześniej twardą nawierzchnię czy wysypany tłuczniem kawałek drogi. Z jednej strony pozwalało to utrzymywać wyższe tempo, ze strony drugiej – zbyt dostępna trasa oznaczała więcej niż zazwyczaj uczestników rajdu.

Krzaktrail - ta łatwiejsza część

Krzaktrail – ta łatwiejsza część

Z czasem zaczęły się dobrze znane wertepy. Ścieżka stała się równie nieprzebiegna, jak to onegdaj bywało, ale też były zmiany – na przykład wybitnie upierdliwy (kiedyś) strumień… wysechł i stał się piaskownicą.

Krzaktrail - strumień, który był piaskownicą

Krzaktrail – strumień, który został piaskownicą

Pojawiło się pytanie, czy wypada wykorzystywać splot klimatyczno-gospodarczych okoliczności i lecieć skrótem. Postanowiłem, że i owszem – wypada i warto. W końcu pierwszy raz w życiu miałem okazję leźć przez wodę niczym biblijni herosi! Później sytuacja wróciła już do normy i strumyki było równie upierdliwe, jak kiedyś.

Krzaktrail - prace na wysokościach

Krzaktrail – prace na wysokościach

III. Zasada Krzaktrail – im dalej, tym gorzej

Tak. Zawsze coś się pojawi. Potrzeba “by w krzaki”? Wiatr w dziób znikąd? Piaskownica w butach? A może wykopane przez dziki doły, czy bobrze zasieki? Atrakcji nie zabraknie, a każda z nich oddala od zakładanego tempa i godziny finiszu.

W krainie bobrów

W krainie bobrów

Mokrość. Wszechmokrość

Mokrość. Wszechmokrość

Niemniej, napierałem. Walcząc z sobą i z bezlitośnie płynącym czasem cisnąłem, by przynajmniej spróbować osiągnąć metę zanim czas się dopełni…

…aż ostatecznie dotarłem do kresu moich możliwości. Jestem twardy, ale mimo wszystko nie byłem gotowy na praktykowanie pływania bez pianki. Może w lipcu. Ale nie w kwietniu. I nie przez Wisłę. Krzaktrail to jedno – rzeka wpław to inna para… eee kaloszy.

Krzaktrail - dalej się już nie da

Krzaktrail – dalej się już nie da

Rzuciłem się w alternatywną trasę. Z tyłu głowy czułem, że mimo wszystko mam szansę zdążyć, ale nie mogę już nic odpuścić i każdy kolejny kilometr powinien być coraz szybszy. I tak było. Wyszedłem ze strefy komfortu i z lekka dysząc zacząłem finiszować.

Było ciężko. Było pod wiatr. Ale ostatecznie – tak – UDAŁO SIĘ!

IV. Zasada Krzaktrail – warto!

Kończyłem trasę szybciej niż w tempie 3:30 / 1 km (ha!). Dogoniłem mój tramwaj i obciekając potem, tudzież szczerząc zęby już wiedziałem – wrócę do domu na tyle wcześnie, by zrobić dzieciakom kolację przed bajką. Udało się, cel zrealizowany. Uff!

I tak – kolejny trening za mną. To było satysfakcjonujące 14 kilometrów wzdłuż warszawskiego brzegu Wisły. Gdyż – i owszem – cała zabawa miała miejsce w centrum (no prawie) stolicy!

Krzaktrail - log i mapa

Krzaktrail – log i mapa

I dlatego powiadam – warto, warto wyjść poza wytarte osiedlowe chodniki i się nieco pobawić. Naprawdę warto.

Twój Krzaktrail czeka.

Tuż za rogiem.

Wyjdź mu na przeciw.

Dumny i spełniony (nie..., to tylko spodenki!)

Dumny i spełniony



ps.1 Na trasę Krzaktrail powróciłem dzień później – tym razem było jeszcze trudniej. Owszem, tempo niższe – ino 5:20 – ale dwa dni bez węglowodanów i brak ładowania po poprzednim treningu zrobiło swoje, z 20 kilometrów biegu przez ponad 10 pchałem ścianę. I to było dobre. Nic nie daje takiej odporności podczas zawodów, jak ekstremalne treningi przed nimi.

ps.2 Tak, owszem, Ten cały wpis jest trochę żartem – ot, opisałem w nim jak wygląda jeden z moich weekendowych biegów. Moje pytanie do Ciebie – czy się podobało i kontynuować taką formę, czy dać sobie na luz i ograniczyć się do relacji o WIELKICH RZECZACH.