Dawno temu – gdzieś pod koniec roku pańskiego 2017 – trafiła do mnie przesyłka ze zgrabnym pudełeczkiem. Ponieważ w tamtych czasach miałem co innego w głowie, niż jakieś tam bieganie, to i pudełeczko musiało swoje odleżeć. Ale nadszedł właściwy czas i Freeq wreszcie wyskoczył na światło dzienne.

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie je stosować, robicie to na własną odpowiedzialność]

Mactronic Freeq wyskakuje z pudełka

Mactronic Freeq wyskakuje z pudełka

Mactronic Freeq – specyfikacja

Freeq to nowa propozycja Mactronica dla wszelkiej maści sympatyków zajęć w terenie po zmroku, a biegaczy w szczególności. Sensownie zapakowany i estetycznie wykonany charakteryzuje się takimi oto parametrami:

Zasilany akumulatorem, o mocy 140 lumenów i wadze od 77 do 80 gramów (mi wyszło 80, pewnie dlatego, że naładowałem akumulator do pełna), potrafi świecić na dystansie do 75 metrów, w następujących trybach:

Z przodu:

  • tryb na zawody: 100% mocy do 7 godzin pracy
  • tryb na biwak: 50% mocy do 11 i pół godziny
  • tryb “i tak nic nie widzę”: 10% mocy do 36 godzin
  • tryb “a damy i taki” 3% mocy i 78 godzin pracy
  • Przód potrafi też świecić światłem czerwonym (23 godziny), bądź nim migać (przez godzin 50)

Z tyłu:

  • czerwone światło stałe: 11 godzin
  • czerwone światło pulsujące: 29 godzin

Oczywiście, jeżeli klient sobie zażyczy mieć równocześnie włączone oświetlenie przednie i tylne, to czas działania będzie odpowiednio krótszy. Dodatkowo możemy liczyć na blokadę włącznika i pamięć ostatniego trybu pracy, wodoodporność na poziomie IPX4 i szansę na to, że latarka przeżyje upadek z wysokości dwóch metrów (czytaj: z głowy).

Mactronic Freeq – wykonanie i pierwsze wrażenia

Freeqi występują w różnych zestawach kolorystycznych, ja sobie tak dla odmiany wybrałem model czarny. Ładne to, estetyczne, nie mam uwag do wykonania (no ale firma też nie krzak i co szczególnie szanuję – polska), od pudełka, po taśmę i akumulator – wszystko było OK.

Nawet Freeq czasami odpoczywa

Nawet Freeq czasami odpoczywa

W sumie w czasie zabawy czołówką znalazłem tylko dwie rzeczy, które mnie zastanowiły (jak na mnie to naprawdę niewiele). Po pierwsze – stopniowy system regulacji nachylenia lampki. Jakoś tak mam, że zawsze pasuje mi nieco inne nachylenie niż to od producenta i muszę wtedy przesuwać lampkę na czole.

Trójstopniowe wychylanie lampki

Trójstopniowe wychylanie lampki

Rzecz druga – dopiero praktyka pokaże czy słusznie się czepiam – to zatyczka wejścia do ładowania USB. Jeszcze nie spotkałem się ze sprzętem, w którym to cudo się nie urywa po jakimś czasie. Jeżeli Freeq przeżyje przez rok z tym dzyndzlem na miejscu, to z przyjemnością odszczekam ten akapit.

Stefan, to jebnie .Zawsze!

Stefan, to jebnie .Zawsze!

Mactronic Freeq – W terenie i kamienicy

Po zachwytach nad designem nadszedł czas znęcania się nad czołówką. Najpierw złośliwie położyłem ją włączoną na balkonie przy -7C. Kto biega w mrozie, ten wie co taka temperatura robi z pojemnością baterii. Tymczasem skubana wytrzymała przy 100% mocy siedem godzin. Punkt dla Mactronica.

Drugi punkt Mactronic zgarnął za czas ładowania ogniwa, faktycznie w plus/minus dwie godziny (oczywiście zależy od kabla, ładowarki itp.) można napełnić Freeqa mocą. Próbowałem być cwanym Janushem i wsadzić do czołówki standardowy “paluszek”. Niestety nie hula. Akumulator musi mieć 3.7V i tego się nie przeskoczy, a taka zabawka kosztuje około 40 złotych.

Testy terenowe też wypadły nieźle. Dla porównania zabrałem swojego giganta – 210 gramów i 165 lumenów Mactronica K2R – okazało się, że malutki Freeq… radzi sobie lepiej, dzięki dobremu rozpraszaniu wiązki światła. Zobaczcie:

Świecę sąsiadom w okna, Freeq po lewej

Świecę sąsiadom w okna, Freeq po prawej

Oświetlenie zbiegu - Freeq po lewej

Oświetlenie zbiegu – Freeq po prawej

Podkreślam to, bo sam kiedyś się śmiałem z tych wszystkich “dyfuzorów”, ale po kilku nocach w terenie szybko nauczyłem się, jak bardzo ostra granica oświetlonego terenu męczy i… oślepia.

Na koniec, wracając do domu poświeciłem sobie w czeluście mojej urokliwej klatce schodowej – oto efekt dla 100% i 10% mocy:

Echo, echo...

Echo, echo…

Jak widać, podczas gdy 100% daje radę, to te tryby oszczędnościowe są naprawdę oszczędnościowe i do niczego sensownego podczas biegu się nie przydadzą. 

Mactronic Freeq – już było tak dobrze, ale to test 100hrmax

Co by tradycji stało się zadość sięgam po schowaną w biegowym plecaku łyżkę z dziegciem. Otóż… Freeq nie umie równocześnie świecić i ładować się! Ba, nie umie też świecić na samym podłączeniu do źródła zasilania (powerbank). Co to oznacza? Ano to, że jeżeli byście chcieli zabrać go, jako podstawowe źródło oświetlenia to musicie pamiętać o zapasowym akumulatorze, a to zwiększa koszt zabawy o minimum 30% (i podobnie wagę – jedno ogniowo waży 20 gramów).

Zasmuciłem się tym swoim odkryciem. A mogłem już nie sprawdzać…

Tak mało zabrakło do tego, bym mógł napisać: WARTO! No ale…, jak sobie pomyślę, że pod ŁUT w moim “tempie” trzeba by wydać jeszcze ze 150 zł na akumulatory (trzy zmiany), to napiszę coś innego:

Mactronic Freeq to czołówka na krótkie starty, albo jako zapasowe oświetlenie. Jeżeli nie licytujecie się na fejsie na długość liczbę lumenów, to rzućcie okiem na to dzieło polskiej myśli technicznej (tak, wiem że składane w Chinach). W swoim przedziale cenowym nie odstaje ono od wyrobów konkurencji na P.

Freaky Freeq (fot.: producenta)

Freaky Freeq (fot.: producenta)


Sprzęt do testów udostępnił mi producent. Ślicznie dziękuję