100HRMAX.PL - BIEGACZ MA SPOSOBY

O bieganiu inaczej: sprzęt, jedzenie i fizjologia. Treningi, zawody masowe i biegi ultra. Ciekawe porady, szczere felietony i bezkompromisowe recenzje. Tutaj nie znajdziesz tekstów na zamówienie

Tagi: bieganie po schodach

MER 2017. Marriott Everest Run

MER 2017. Schodami z piekła

Mózg pulsuje. By zmniejszyć ucisk, ściągam buff’a z czoła. Strumień potu przedziera się przez brwi, solanka zalewa oczodoły. Próbuję to wytrzeć, ale nie mam przy sobie niczego, co nie jest słone. Nosz kurwa! Serce bije 160 razy na minutę. Temperatura otoczenia: 27C. Do mety 21 godzin. Trwa MER 2017

Czytaj dalej…

Bieganie po schodach - poradnik

Tajemna sztuka biegania po schodach

Bieganie po schodach – czy jako trening przygotowujący do górskich zawodów, czy sposób na odchudzanie, a może jako manifestacja ekscentryzmu – w każdym wydaniu jest inne od biegania “w poziomie”. Tutaj w kilku słowach opisuję, jak to ugryźć. Pawle, chciałeś? Masz!

Czytaj dalej…

Towerrunning - Bieg na szczyt

Towerrunning European Championships 2016

Towerrruning? Phi. 40 minut w drodze, 8 w biurze, 5 na trasie, 4 na szczycie, 3 na podłodze. Ten towerrunning to szybka rzecz. Zwłaszcza, jak się ma na myśli Mistrzostwa Europy 2016…

Czytaj dalej…

MER 2016

MER 2016 – trzy minuty o 12 tysiącach metrów

MER 2016 – przeklinałem, śmiałem się, biadoliłem. Szedłem na śpiocha i leciałem na skrzydłach. Wszystko po to, by po 24 godzinach wejść na 12 tysięcy metrów i wyjść z Marriottu mówiąc sobie: Arghh, nigdy więcej!

Czytaj dalej…

Bieg im Stanisława Tyma PKiN

Bieg na PKiN! Śladami Stanisława Tyma

Oto zawody, których miało nie być, gdyż ich nie planowałem. Niemniej, po miesiącu bezruchu, lenistwa i kołtuństwa pomyślałem sobie: hmmm, a może byś tak łaskawie wreszcie ruszył dupę? No cóź, na takie dictum nie umiałem odpowiedzieć “spadaj”. Zatem ruszyłem…

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie je stosować, robicie to na własną odpowiedzialność]

Bieg na PKiN – 60 rocznica otwarcia PAJACA

Zwłaszcza, że był impuls: na zawody trafiłem dzięki Rudej, która podrzuciła mi informację o nich z info, że sama startuje. Niby mogłem odrzucić zaproszenie i nadal gnuśnieć, ale okazja wystartowania z rzeźnikową partnerką była zbyt kusząca, by się jej długo opierać (chociaż ostatecznie Dori dała ciała i nie zjawiła się na starcie). Opłaciłem co trzeba i w sobotę rano zjawiłem się na miejscu startu (klnąc w milczeniu na 30C w cieniu). Obejrzałem start…

… i zająłem się indywidualną wizualizacją biegu na szczyt Pałacu Kultury i Nauki

Bieg na szczyt PKiN - medytacja

Bieg na szczyt PKiN – medytacja

Po pierwsze było gorąco. Bardzo gorąco. Rozgrzane powietrze, rozpalona gleba, nic dziwnego, że chodząc boso wybierałem białe fragmenty ulicy, albo miejsca w cieniu, bo nasłoneczniona nawierzchnia mocno paliła w stopy.

pajac2

Po drugie wodę dawali z beczkowozu. Dużo wody z dużego beczkowozu. Ciekawe rozwiązanie mające na celu przekonanie mieszkańców Warszawy, że “kranówa” nie zabija. Przyznaję się. Wypiłem kilka kubków i jeszcze żyję, więc chyba mieli rację…

pajac_beczka

Po trzecie na mecie było całkiem wysoko (czas 5:02 / 99 OPEN). A same zawody, jak to zawody po schodach. Standard: za szybki początek, kryzys powyżej 10-tego piętra i zaskoczenie, że już koniec, kiedy człowiek właśnie zaczynał się rozkręcać. Wychodzi na to, że potrzebuję budynków o 50-ciu kondygnacjach.

100_pajac1

Po czwarte tak wyglądałem na finiszu: Wkurzony gość pytający “no, gdzie dalej?!!”:

Znaczy się bieg na PKiN biegiem na PKiN, ale zdecydowanie za dużo sił na mecie zostało. Zła strategia.

Się dalej nie rozpisuję, bo to był raczej szybki trening, a nie zawody. Zaś wnioski z niego mam dwa.

  1. Miesiąc lekceważenia treningów robi swoje. Wstyd
  2. Kara mniejsza niż się spodziewałem. Ufff

No i gratulacje dla Mariusza, który przegonił mnie o 30 sekund i 60 pozycji w drabince wyników…

Czas wrócić do walki!


 

Tutaj więcej o samej imprezie

Zdjęcie otwierające z archiwów Festiwalu Biegowego

Marriott Everest Run

10500 metrów do nieba – Marriott Everest Run

Napierałem boso przez dwadzieścia cztery godziny. W tym czasie wbiegłem na 3234 pięter – wspinając się na ponad 10 kilometrów. Wypiłem 12 litrów cieczy, spaliłem około 15 tysięcy kcal i przekląłem jakieś 435 razy. A to wszystko by móc odpowiedzieć sobie na pytanie: DAM RADĘ?

Czytaj dalej…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén