To jest właśnie ta relacja, której nie napiszę. Jeszcze niedawno wyobrażałem sobie, że świetnym tekstem o UTMB 2016 przypieczętuję walkę o tytuł biegowego blogera roku, ale nie. Taki tekst nie powstanie. Gdyż…

[Publikowane na blogu porady są prywatnymi opiniami autora. Stosujesz je na własną odpowiedzialność]

Tak, wystartowałem w UTMB. Pobiegłem mimo niedawnej kontuzji i kompletnie rozpieprzonego cyklu treningowego. Biegłem licząc na to, że siła marzenia i mój twardy łeb nadrobią to, czego brakuje w mięśniach i zniwelują to, czego nadmiar w pasie.

Przeliczyłem się. Moja głowa wystarczyła na 70 kilometrów w poziomie i nędzne 8K w pionie – to niecała połowa długości trasy i sumy przewyższeń.

Nie będę Wam tutaj pisał, jak wbiegałem na 20-ty kilometr płacząc, ani co czułem robiąc pięciogodzinny odcinek odsłoniętym zboczem w piekącym słońcu. Nie napiszę też o tym jakie (różne!) dźwięki wydają Japonki i Japończycy, tudzież co sądzę o głąbach, którzy wystartowali z jedną czołówką i jedną zmianą baterii (regulamin wymagał 2x wszystko), po czym robili zbieg z 2400 mnpm na światłach innych zawodników. W sumie to prawie nic więcej nie napiszę.

Za to pokażę kilka zdjęć. Niektóre fajne są (można sobie je w “nowej karcie” otwierać – będą większe).


UTMB 2016 – DZIEŃ PRZED STARTEM
UTMB 2016 - kontrola sprzętu

UTMB 2016 – kontrola sprzętu

Odprawa profesjonalna, ale wyrywkowa i z mniejszym naciskiem na detale niż oczekiwałem. Po tym co spotkało mnie na Łemkowynie oczekiwałem nie wiadomo czego, a tymczasem… wszystko potwierdzone paszczą poza zważeniem mojej bluzy i zamków kurtki. Phi, też mi sprawdzanie sprzętu, zbędne były nerwy (i przepłacone rękawice).

UTMB 2016 – Dzień startu

Zrzut worków na przepak – tak, organizacja UTMB robi wrażenie, ale organizacja oznacza też brak elastyczności – o czym więcej na końcu napiszę.

UTMB 2016- worki z przepakami

UTMB 2016- worki z przepakami

Trafić po numer, czy na miejsce zbiórki worków nie było łatwo – za to na miejsce startu – banalnie. Wystarczy iść za wszystkimi, aż do tego miejsca, gdzie iść nie mógł już nikt. O, to tam:

UTMB 2016 - zawodnicy nie mieszczą się na startowym placu

UTMB 2016 – zawodnicy nie mieszczą się na startowym placu

Nasi, nasi są wszędzie!

Nasi, nasi są wszędzie!

Ultra przychodzi z wiekiem...

Ultra przychodzi z wiekiem…

Pewnym zonkiem okazał brak toalet. Jeżeli były schowane to nieźle i nie tylko przede mną, bo ludzie sikali po płotach zaraz po przekroczeniu granic miasteczka.

Ktoś mnie tu zgrabnie wphotoshopował

Ktoś mnie tu zgrabnie wphotoshopował

A potem było tak…

… i się zaczęło.

UTMB 2016 – NA TRASIE

Start o 18:00. Wbrew pozorom pod koniec sierpnia w Alpach o tej godzinie słońce nadal przypieka i kto był ubrany na ciemno (byłem) ten dotkliwie odczuł +30C na swojej skórze.

UTMB 2016 -pierwsze konkretne podejście

UTMB 2016 – pierwsze konkretne podejście

Kilka godzin później, podczas zbiegu do Saint Gervais (18-ty kilometr) miałem ochotę ryczeć i przeklinać. Czy z okazji upału i odwodnienia, czy może z poczucia że noga jednak nie da rady – już nieistotne. Było, co było…, wróćmy do fotek.

UTMB 2016 - wciąż wierzę, że mogę

UTMB 2016 – wciąż wierzę, że mogę

UTMB 2016 - wyjście z bazy w La Balme

UTMB 2016 – wyjście z bazy w La Balme

Tak wyglądała trasa o 1:30, podczas wejścia z 1200 mnpm na 2500 mnpm. Góry nocą można nienawidzieć i się ich bać, można je kochać. Ja kocham. Tę samotność, ciszę i wszechogarniającą pustkę. I świadomość, że nawet, jeżeli świat wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej:

UTMB 2016 - Gdzieś za Ville des Glaciers

UTMB 2016 – Gdzieś za Ville des Glaciers – na zdjęciu jedne Aply i jeden ultramaratończyk

"Znajdź 6 zawodników na obrazku"

“Znajdź 6 zawodników na obrazku”

… to potem, kiedy w końcu robi się jasno (a w końcu robi się zawsze), znajdujemy się w kompletnie innym miejscu, gdzie niespodziewanie spływa na nas cała magia i potęga Natury.

UTMB - 2016 - świt podejściu Col De la Seigne

UTMB – 2016 – świt podejściu Col De la Seigne

Poranny zazen i decyzja o rezygnacji z dalszego biegu

Poranny zazen i decyzja o rezygnacji z dalszego biegu

UTMB 2016 - ostatnie zejście w dolinę

UTMB 2016 – ostatnie zejście w dolinę


I to mniej więcej tyle. Serio. Dwie godziny w piekącym słońcu, osiem bez światła, cztery o poranku, przy narastającym skwarze i już.

UTMB 2016 - PIEPRZONE SŁOŃCE ZNOWU WYSZŁO

UTMB 2016 – PIEPRZONE SŁOŃCE ZNOWU WYSZŁO

Ostatni punkt, jestem na nim z premedytacją 10 minut po limicie – daję sobie odciąć kod z numeru startowego i pytam co dalej – na co organizatorzy odpowiadają: “Jeszcze nie wiemy”. Tia, to dobrze podsumowało całość mojego udziału w imprezie.

Toteż poszedłem sobie popatrzeć, jak woda płynie.

Już wolno siedzieć i po prostu (nie) być

Już wolno siedzieć i po prostu (nie) być


Dzień później, jeszcze raz zawitałem do Chamonix, co by odbrać nieszczęsny worek i spróbować obserwować finisz ostatnich biegnących, ale to już jest temat na inny wpis i pewną ważną puentę, zatem o tym kiedy indziej…

45 godzin od startu...

45 godzin od startu…

UTMB 2016 – Garść uwag
  • Do siedziby organizatorów nie jest tak łatwo trafić (po numer startowy – koniecznie idziecie ze sprzętem! Czy, by oddać worek). Najłatwiej tam dojść idąc do wioski z gadżetami (ta jest reklamowana), a potem od niej wzdłuż rzeki.
  • Mieszkając oficjalnie w dolinie Chamonix powinniście dostać w hotelu bilet na miejscowy transport – bardzo się przydaje, pewnie koszt pobytu spadł mi dzięki temu o połowę.
  • W niedzielę nie kupicie nic w sklepach spożywczych, bo te… są zamknięte (WSZYSTKIE, aktualizacja, jednak nie. Dostałem listę miejsc, gdzie można się ratować: Casino supermarché, adres: 17 Av. du Mt Blanc Centre Commercial Alpina, 74400 Chamonix-Mont-Blanc, Petit Casino Adres: 190 Avenue Michel Croz, 74400 Chamonix-Mont-Blanc, Supermarché Spar Adres: 95 Place Edmond Desailloud, 74400 Chamonix). Tak czy siak warto pamiętać, że Wasz spożywczak pod miejscem zamieszkania może sprawić psikusa.
  • Jeżeli startujecie z głębi tłumu to dojście do miejsca, kiedy da się spokojnie biec może zająć i 15 minut – dosyć stresujące, zwłaszcza, że pierwszy odcinek może jest płaski, ale całkiem długi i często w upale.
  • Sól, magnez, potas i tak dalej. Ratująć się przed mega słońcem wpadłem na to, by rozpuścić w bidonie saltsticki (takie kapsułki z minerałami), smakuje to średnio ciekawie (coś, jak to co się pije po wymiotach), ale dawkowanie staje się banalne, a żołądek nie dostaje w prezencie kilkunastu kapsułek do rozpuszczania. Patent polecam (wrzucałem 3 na 0.7l wody, pewnie 2 byłoby lepiej).
  • Pakowanie się. Tutaj bardzo pomogły mi dwie osoby. 1. Kuba Krauze poradził mi, by nie zwijać rzeczy w tobołki, tylko wsadzić je na płask na miejsce bukłaka, a zamiast tego zabrać bidon. 2. Paweł Zając pokazał, że lepiej kurtkę przyczepić na zewnątrz plecaka niż wpychać do środka. Te dwa patenty w połączeniu z 12 litrami Grivela spokojnie wystarczyły i miałem komfortową sytuację, kiedy dźwigałem to, co chciałem i wszystko było łatwe do wyciągnięcia.
  • Sprzęt. Buty TOPO (nic Wam to nie powie), skarpetki palczaste, spodenki z Decathlonu, koszulka i bluza z kapturem inov-8 (z merynosem), kurtka i spodnie przeciwdeszczowe też od nich. Czołówka megatronic, kijki fizan, plecak grivel – w sumie wszystko zadziałało, jak powinno. A…, jeden patent uskuteczniłem – zamiast płacić po 80 zł za softflaski od Salomona, kupiłem lekko miękkie bukłaki rowerowe BT-WIN’a o pojemnośći 0.7 litra. Dały radę.
  • Toi-toje przy miejscu startu i karmikach. Ależ są, tyle że wyglądają tak, że moja percepcja nie była gotowa, aby je odszukać. Oto i one:
    UTMB 2016- siku po francusku

    UTMB 2016- siku po francusku

  • Woda. Zgodnie z zaleceniami organizatorów zabrałem z sobą zbiorniki na 1.5l, a nie wymagany 1l. Co z tego, kiedy najdłuższy odcinek bez wodopojów miał 5 godzin? W czasie pięciu godzin na słońcu podczas biegu tracę od 6 do 8 litrów, tutaj na słońcu byłem “tylko” trzy. Wystarczyło by się kompletnie wykończyć. Owszem, poradziłem sobie – strumyki oraz patent ze zdjęcia pomogły, ale nie rozumiem, dlaczego nikt nie pomyślał by dostawić dodatkowy wodopój. Minęliśmy dwa punkty kontrolne, jeden polowy, drugi w domku, ale oba z zakazem pomagania biegaczom. Nosz…
    Lód do czapki, lód w kompresy i lód w bandanę na szyi

    30C? Lód do czapki, lód w kompresy i lód w bandanę na szyi. Spokój na 15 minut

  • Jedzenie na trasie. To prawda – sporo tego. Ale jak się ma jedną konkretną potrzebę – POMARAŃCZE – to pozycja pod koniec stawki praktycznie przekreśla szanse na nie. Bardzo bolało, chyba jestem uzależniony od nich podczas długich biegów. następnym razem wezmę wyciskany sok z sobą. Tym razem aby nie zejść ratowałem się jedzeniem cytryn (były!) i rozcieńczaniem coli wodą (no ale nie o to chodzi w piciu coli na trasie).
  • Organizatorzy: perfekcyjnie w ramach przepisów, Drewno poza nimi. Zabrać butelkę, by pić z niej bezpośrednio? Odebrać swój worek z przepaku 15 minut po tym, jak przepak został zamknięty (alternatywa – odebrać 70 kilometrów dalej)? Dostać ostrzeżenie podczas jedzenia zupy, że za 3 minuty punkt zostanie zamknięty i kto zostanie, ten odpadnie? Gdzie tam. Organizator = regulamin. Nic mniej, nic więcej. Możliwe, że przy tak dużej imprezie to jedyny sposób na to, by sobie ze wszystkim poradzić, ale z perspektywy tego, czego doświadczyłem na KBL czy ŁEMKOWYNIE to było jakieś takie… ciut przykre.
  • Twardość UMTB… to dziwnie, ba! – może bezczelnie – zabrzmi w moich ustach, ale to nie jest bardzo trudny bieg. Trzeba mieć końską kondycję i wytrzymałość – da się wtedy nawet przejść całość. Sam głównie szedłem 50K i mieściłem się w limitach. Owszem nie zostaje czasu na odpoczynek, ale… patrz punkt o kondycji. Poza tym… poza tym jest np. taki PTL rozgrywany w tym samym czasie na dystansie, co UTMB ale na dystansie 290K, przy 52K drogi w pionie i zerowym wsparciu. I tu możemy zastanowić się nad tym, kim są ludzie, którzy w to wchodzą – na zdjęciu poniżej zdjęciu ekipa na 7K przed metą:
    PTL 2016. Alpy. 30C. 290KM

    PTL 2016. Alpy. 30C. 290K w poziomie. 52K w pionie. 150 godzin

  • Dzień “po”. Dzień “po” gorąco rekomenduję schodzenie z łóżka w pozycji wygięty “upper dog” – kto nie zna jogi, niech wrzuci w google – , a wchodzenie nań przez przejście z pompki tyłem. Pomaga, a pisze to gość, który po raz pierwszy w życiu po biegu budził się w nocy, bo miał takie zakwasy, że jak podciągał kolana do podbrzusza, to zbyt bolało…


Kończąc tekst. Kilka osób zarzuciło mi brak odpowiedzialności i narażanie czytelników na “złe wzorce”, skoro propaguję takie akcje, jak ten bieg. Szanowni… ten bieg był spełnieniem pięciu lat moich marzeń. Owszem wystartowałem po kontuzji, ale z najlepszym sprzętem jaki mogłem mieć, najbardziej zdeterminowny, jak mogłem być i świadom tego, że wcale nie ma pewności, że dociągnę do mety. Kiedy zacząłem się sypać – kontrolnie wycofałem się. Nie wiem, jak Wy byście to rozegrali (i czy w ogóle), wiem że ja dałem z siebie tyle, ile mogłem i z taką uwagą, jakiej alpejskie okoliczności wymagały.  Czy to, że zrobiłem w ten sposób 70k, to lekceważanie innych biegaczy? Nie sądzę.