Są takie chwile, kiedy bieg boli. Są takie momenty, kiedy pomimo naszej miłości do biegania mamy serdecznie dość czegokolwiek z nim związanego. I są takie treningi, kiedy osiągamy absolutny spokój ducha. Już nic nie może nas wytrącić z ruchu…

Zen biegacza

Zen biegacza – kiedy wiesz, że wszystko jedno co będzie… będziesz biec!

Witajcie w kwietniu!

[Publikowane na blogu treści są prywatnymi opiniami autora. Jeżeli chcecie je stosować, robicie to na własną odpowiedzialność.]

Tak mnie natchnęło po dzisiejszym wybieganiu na 60 minut:

  • Słońce
  • Wmordewind
  • Chmury + Wmordewind
  • Deszcze
  • Wmordewind + grad
  • Deszcz
  • Słońce
  • Wmordewind
  • Grad
  • Wmordewind
  • Deszcz + Słońce
  • zen biegacza

… a potem dostalem w oczy takim wmordewindem, że towarzyszący mu grad porysował mi dłonie. Co tam!

Ommmmmmmmmmmmmmm

– i tu już abstrahuję od podbiegów, obiegów, błota i nóg, które po tygodniu walki z wichurą podczas powrotów z pracy (zawsze wmordewind są niczym drewniane kołki.

Ultra przybywaj! Na Rzeźniku gorzej nie będzie. Śmieszniej? Zapewne.